|
O mnie > Trochę inne CV
Trochę inne CV
Początkowo miałam tu zamieścić swoje CV. Takie profesjonalne, porządne, zgodne z wymaganiami i zaleceniami ekspertów do spraw "zasobów ludzkich" (uwielbiam ten termin). Zaprzyjaźnione nastolatki potrzebowały czegoś takiego do projektu, który przygotowywały na mój temat. No i, gdybym poszukiwała pracy, byłoby jak znalazł (przy założeniu, że jakiś specjalista ds. "zasobów ludzkich" zaryzykowałby zatrudnienie autorki książek dla nastolatek). Wygrzebałam swoje CV i stwierdziłam, że:
1. nie szukam pracy, po co mi jeszcze jedna?
2. długie to CV, komu się będzie chciało tyle czytać?
3. ...tym bardziej, że średnio ciekawie czyta się zbiór dat, nazw instytucji i stanowisk
Tak więc napisałam coś krótszego i niekoniecznie przydatnego - trochę nikomu niepotrzebnych faktów z mego fascynującego życia ;):
* * *
Urodziłam się na sam koniec roku i tym sposobem na dzień dobry nieco się postarzyłam. W szkole zawsze byłam najmłodsza w klasie, teraz zawsze przypisuje mi się rok...
Jestem najstarszym dzieckiem dosyć licznej rodziny, mój najmłodszy brat jest ode mnie młodszy o 15 lat.
Poszłam do szkoły w wieku niecałych sześciu lat (do zerówki), miałam w niej problemy z nauką czytania i pisania, pani skarżyła się mamie, że jestem mało bystra. Inna sprawa, że dziwnie mnie uczono tego czytania, ale w końcu załapałam, na czym ono polega i szybko się nauczyłam.
W pierwszej klasie dostałam wiele ocen niedostatecznych za brzydkie pismo. W drugiej klasie zmieniłam szkołę, bo moja rodzina się przeprowadziła. W nowej szkole okazało się, że piszę pięknie i takoż rysuję i zostałam nawet klasowym kronikarzem, co stanowiło wielki zaszczyt :)
Pierwszą książkę napisałam w pierwszej klasie podstawówki, kiedy znałam wszystkie litery. Była to powieść o dzieciach, ocalałych z katastrofy, które przedzierają się przez ciemny, gęsty las, pełen dziwnych stworzeń, bagna i jeszcze coś tam, żeby odnaleźć swoich rodziców i powiedzieć im, że żyją :)
Nauczyłam się szyć przed ukończeniem 6 lat. Kiedy w zerówce pani kazała nam nawlekać koraliki na nitki, poprosiłam o igłę. Pani powiedziała, że nie da nam igieł, bo zrobimy sobie krzywdę. Nawlekanie koralików na nitkę bez igły wydawało mi się wyjątkowo absurdalnym zajęciem, ale najbardziej zdziwiło mnie to, że cała reszta grupy nie widziała w tym nic niezwykłego.
W trzeciej klasie podstawówki, z moją przyjaciółką Agnieszką założyłyśmy wydawnictwo. Pisałyśmy takie malutkie książeczki, każdą w dwóch egzemplarzach. Działalność ta została ukrócona przez naszą nauczycielkę, która skonfiskowała powieść Agnieszki i zrobiła awanturę na zebraniu z rodzicami. Nasi rodzice musieli się wstydzić przed innymi za córki, które zamiast się uczyć - piszą. Nakazano nam zająć się czymś poważniejszym, co też niezwłocznie uczyniłyśmy. Agnieszka do dziś zajmuje się poważnymi rzeczami, ja częściowo też, ale wróciłam do niepoważnego pisania :)
Ponadto w podstawówce robiłyśmy z Agnieszką różne fajne rzeczy z papieru - np. miniaturowe domki i sprzęt do nich. Byłam dumna z tego, że zrobiłam pralkę z bębnem (z opakowania po tabletce) o wielkości 2 X 2 X 2 cm. Zrobiłam też taką kuchenkę z otwieranym piekarnikiem, wypukłymi palnikami i obracanym pokrętłem ze szpilki. Owe zajęcia również ukracano, jako odwracające naszą uwagę od nauki ;)
W wieku 14 lat zaczęłam pisać pamiętnik, pisałam go nieprzerwanie przez prawie trzy lata.
Moja klasa w podstawówce miała tak złą opinię, że przez pół roku nie mieliśmy wychowawcy (nikt nie chciał nim być), poza tym wychowawcy zmieniali nam się bardzo często.
W podstawówce, do której chodziłam było 2500 uczniów. Klasy były do "n".
W liceum byłam mało popularną osobą, ale nieszczególnie mi to przeszkadzało.
Średnia moich ocen z matury to 5,4. Kujon ze mnie wyszedł.
Tuż przed maturą, z braku lepszych pomysłów, postanowiłam zdawać na psychologię, która była bardzo obleganym kierunkiem. Niedługo przed egzaminami zachorowałam na ospę, która mnie wykończyła i wycięła z mego życia parę tygodni. Z tego powodu nie nauczyłam się wszystkiego, co powinnam umieć, a co więcej, musiałam pójść na egzaminy z twarzą w dziurach i figurą przywodzącą na myśl szkielet. Podejrzewałam, że się nie dostanę. Pierwszy egzamin był z polskiego - dostał mi się super temat, moją pracę oceniono na 5+ i... stwierdziłam, że jednak się dostanę. Z tym nastawieniem poszłam na kolejne egzaminy. Dostałam się.
Korzystam z internetu od 1995 roku.
Moja praca magisterska dotyczyła psychologii twórczości, a jej tytuł brzmiał "Schizotypia a kreatywność i preferowane strategie poznawcze".
Po studiach przez 2 lata uczyłam studentów i robiłam doktorat. Wielu studentów było w moim wieku albo starszych i myśleli, że pozwolę im ściągać na kolokwiach. Byłam wredna i wydrukowałam im testy bardzo małą czcionką, tym sposobem ściąganie od sąsiada było problematyczne.
W latach 1998-2003 byłam redaktorem naczelnym magazynu Reporter. Był to najstarszy e-zin wydawany w Polsce (istniał od roku 1996). Miał duże grono czytelników i wielu fantastycznych ludzi pisało do niego teksty.
Założyciel Reportera - Darek Majgier został moim mężem w 1999 roku.
W 2000 roku założyłam serwis dla dzieci i nastolatków - Junior. Inspiracją do założenia go była reakcja mojego najmłodszego brata na ówczesne serwisy dla dzieci, które składały się zwykle z puzzli z 6 kawałków, kolorowanki i milutkiego wierszyka.
Pracowałam w wielu miejscach, głównie jako redaktor/dziennikarz albo osoba zajmująca się serwisem internetowym. Przez pewien czas pracowałam także w agencji literackiej i w wydawnictwie jako tzw. foreign rights manager.
Zaraz po studiach, szukając pracy wysyłałam bardzo oficjalne CV, zgodne z wymaganiami, itp. Później różnie z tym bywało. Dwa razy wysłałam swoją ofertę na stanowiska, na które nie spełniałam większości wymagań, napisałam bardzo luzackie i niestandardowe listy motywacyjne. W jednym przypadku dostałam pracę, w drugim - zaprzyjaźniłam się z firmą.
Moje hobby to czytanie, majsterkowanie i rozmaite rękodzieło. Najbardziej lubię "dziwne" książki (i filmy), moje rękodzielnicze prace też często są niezbyt "mainstreemowe".
Nie oglądam seriali TV i w ogóle rzadko oglądam TV. Z tego powodu nie ma sensu rozmawiać ze mną o serialach i ich gwiazdach - ich nazwiska nic mi nie mówią. Słabo się też orientuję w gwiazdach muzyki pop i różnych reality i talk show. Nie bywam w tych galaktykach.
Słucham bardzo różnej muzyki: od klasyki do metalu. Ponieważ mam już swoje lata wolę starsze kawałki.
Kiedyś chciałam grać na gitarze basowej.
Bardzo lubię zwierzęta, w tej chwili nie mam żadnego, ale do niedawna mieszkały z nami dwie szczurzyce: Myszka i jej córka - Negra. Czasem odwiedzały nas zaprzyjaźnione szczury (kiedy ich opiekunowie wyjeżdżali). Był czas, że mieliśmy w domu 13 szczurów. Są to niezwykle inteligentne i wbrew pozorom przyjazne zwierzęta.
Wstydzę się, kiedy moi przyjaciele, znajomi i krewni czytają moje książki.
|